Overwatch

Na Switchu od dłuższego czasu brakowało mi alternatywy dla Splatoon 2 w dziedzinie sieciowych shooterów. Darmowe propozycje jak Paladins czy Fortnite nie przypadły mi do gustu, serwery w Doomie po dwóch latach od premiery świecą pustkami, a katastrofy pokroju Modern Combat: Blackout przemilczę. W końcu jednak usłyszałem, że Blizzard planuje wydać na Switcha Overwatch – grę, z którą spędziłem już setki godzin, lecz około rok temu całkowicie porzuciłem. Uznałem, że port do dobry pretekst do powrotu do tej szalenie uzależniającej gry. Jak jednak studio poradziło sobie z konwersją? I czy ponad trzy lata po premierze Overwatch warto wciąż zainteresować się podejściem Blizzarda do strzelanek pierwszoosobowych?

Wyjątkowo zacznijmy może od tego, jak sprawuje się konwersja. Przenosząc Overwatch na Switcha Blizzard ponownie nawiązał współpracę z Iron Galaxy Studio, z którym wcześniej przygotowali port Diablo III: Eternal Collection.

Jedną z pierwszych informacji dotyczących wersji na Switcha, którą Blizzard podzielił się ze światem, był fakt, że framerate został obniżony o połowę. I tak, chociaż wszystkie inne wersje konsolowe działają w stałych sześćdziesięciu klatkach na sekundę, posiadacze Switcha muszą się na ten moment zadowolić trzydziestoma klatkami. Czy jest to duży problem? I tak i nie. Z jednej strony jako osoba, która przyzwyczajona była do wysokiego framerate’u w tej grze, ucięcie klatek o połowę natychmiast rzuciło się w oczy. Z czasem jednak zmiana ta stawała się coraz mniej uciążliwa i w tym momencie nie zwracam już na to aż tak sporej uwagi. Warto wspomnieć, że Overwatch nie wspiera cross-play, więc posiadacze Switcha mogą grać tylko z innymi posiadaczami Switcha – nie ma więc mowy o tym, aby niektórzy gracze mieli przewagę nad innymi.

Niestety, nawet po obniżeniu framerate’u silnikowi wciąż zdarza się zakrztusić. Nie jest to częste, przez zdecydowaną większość zabawy gra trzyma się docelowego odświeżania. Spadki jednak mają miejsce, głównie w sytuacjach gdzie na ekranie jednoczenie widać wszystkich dwunastu graczy, a część z nich zaczyna korzystać ze swoich superzdolności. Nawet wtedy nie są one duże, ale w tak nastawionej na rywalizację grze jak Overwatch zdecydowanie irytują.

Czuć natomiast, że przy przenoszeniu gry skupiono się na fajerwerkach graficznych. Overwatch na Switchu wciąż wygląda bardzo dobrze. Zachowano geometrię otoczenia, odbicia na połyskliwych płaszczyznach, oświetlenie zdaje się być bez zmian. Cięcia czuć jedynie w jakości tekstur oraz szczegółowości map, które na oko odpowiadają minimalnym ustawieniom graficznym na PC (przez kreskówkowy styl graficzny nie rzuca się to jednak aż tak bardzo w oczy). Udało się nawet utrzymać dosyć wysoką rozdzielczość zarówno w trybie przenośnym jak i na telewizorze, co jest często piętą achillesową portów na konsolę Nintendo.

Nieco irytujący okazał się dla mnie czas doczytywania postaci. Same ekrany ładowania nie trwają długo, lecz już po wczytaniu mapy gra oddzielnie ładuje modele bohaterów. Oznacza to, że przez kilka pierwszych sekund zamiast innych graczy widzimy lewitujące czerwone kule. W normalnych trybach zabawy nie jest to spory problem – każdy mecz i tak rozpoczyna się od trwającego kilkadziesiąt sekund przygotowania. Gorzej, jeśli chcemy zmienić wybranego przez nas bohatera w trakcie meczu lub chcemy się pobawić w klasycznym deathmatchu- wtedy doczytywanie może już mieć bezpośredni wpływ na rozgrywkę. Nie jest to może ogromny problem dyskwalifikujący port, ale czasami potrafi zajść za skórę. Sytuację nieco poprawia instalacja gry na wewnętrznej pamięci Switcha.

Co by tu jeszcze… jakość dźwięku jest wysoka, dodano opcję sterowania ruchowego (dzięki bogu, bo celowanie przy pomocy drążków analogowych Joy Conów to wciąż mordęga), gra posiada wbudowany voice chat, więc nie będziecie musieli się męczyć z bezsensowną aplikacją na telefon. Jest to tytuł stricte online i bez połączenia z internetem nie dotrzecie nawet do menu głównego (a szkoda, bo miło byłoby móc rozegrać w autobusie sparing z botami). Overwatch wymaga też niestety posidania Nintendo Switch Online – na start razem z grą otrzymacie jednak trzy miesiące subskrypcji. W eShopie można znaleźć paczki plików językowych pozwalających na granie na przykład po włosku lub rosyjsku, polskiej wersji językowej zabrakło. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę, że polski dystrybutor naprawdę aktywnie promuje port (zauważyłem nawet kilka reklam migających w warszawskich centrach handlowych).

Tak więc choć przycięcie framerate’u może być lekkim zawodem, ogólnie port oceniam pozytywnie jednocześnie mając nadzieję, że Blizzard dalej będzie pracował nad jego udoskonaleniem. Najważniejsze, że gra sama w sobie wciąż dostarcza mi naprawdę sporo zabawy.

Sercem Overwatch jest jego obsada. Wraz z dodaniem Sigmy – szalonego naukowca panującego nad grawitacją, gra posiada trzydzieści jeden postaci. Każda z nich jest unikatowa – nie tylko pod względem rozgrywki, ale też wyglądu i charakteru. Tracer to bohaterka z mocą panowania nad czasem, jest szybka i zwinna, a przy tym wyjątkowo pewna siebie. Gadający goryl Winston nie tylko wyróżnia się siłą fizyczną, ale też intelektem, co stara się przypominać na każdym kroku. Cyborg Genji to rasowy ninja będący w konflikcie ze swoim bratem Hanzo, któremu „zawdzięcza” swoje nadnaturalne umiejętności. Didżej Lucio potrafi leczyć sojuszników za pomocą muzyki i wykonywać akrobacje na rolkach niczym bohater z Jet Set Radio. Soldier-76 jest jak żywcem wyjęty z Call of Duty i wspomina co chwilę, jak to za jego czasów było lepiej. I tak o każdym z bohaterów można by było napisać coś specyficznego i nietypowego.

Overwatch to gra drużynowa. Współpraca i odpowiednie wykorzystanie specjalnych zdolności wybranych przez graczy awatarów jest zawsze kluczem do zwycięstwa. Uczucie, któremu towarzyszy idealne skoordynowanie ataku skutkujące całkowitej eliminacji drużyny przeciwnej, ciężko porównać do czegokolwiek innego. Każdy z graczy musi też tutaj znać swoją rolę – postacie dzielą się w końcu na trzy kategorie – tanki, supporty oraz zadający obrażenia. Warto przy tym wspomnieć, że Overwatch to gra wyjątkowo przyjazna nowicjuszom. Gra regularnie informuje o atutach i słabościach poszczególnych postaci. Ba, dla przykładu tacy bohaterowie jak Mercy czy Winston nie wymagają nawet doświadczenia w shooterach i posiadają bardzo niski prób wejścia.

Główne tryby, wokół których obraca się rozgrywka w Quick Play-u jak i trybie kompetytywny, znajdziemy tutaj cztery. W „Assault” jednak drużyna próbuje zdobyć kolejna dwie strefy, a druga naturalnie staja się je obronić. „Control” to typowe king of the hill, gdzie obie drużyny zaczynające grę po przeciwnych stronach mapy starają się zając pole znajdujące się w jej centrum. „Escort” zmusza graczy do przetransportowania ładunku do celu – druga drużyna naturalnie stara się ją powstrzymać. „Hybrid” natomiast to po prostu połączenie reszty trybów – tutaj jeden zespół przejąć kontrolę nad strefą, a następnie przetransportować ładunek. Punkt wspólny każdego z trybów? Przejęcie kontroli na mapie. Granie w Overwatch jak w zwykłego shootera i skupienie się na zdobywaniu fragów nie zawsze musi kończyć się wygraną.

Tytuł posiada też nieco bardziej „każualową” sekcję Arcade. Tutaj znajdziemy zestaw bonusowych trybów. Mamy więc tutaj tradycyjne dla gatunku Deathmatch, Team Deathmach i Capture the Flag, ale i zmodyfikowane wersje głównych trybów (np. „Mistery Heroes”, gdzie każdy gracz musi grać bohaterem odgórnie wylosowanym po każdym zgonie).

Overwatch to książkowy przykład gry-usługi. Zła wiadomość? Lootboxy. Tak, Blizzard wciąż usilnie trzyma się tej uniwersalnie znienawidzonej mechaniki. Skrzynki z łupami otrzymujemy po wybiciu każdej kolejnej rangi, za grę w trybie arcade… lub naturalnie za wydanie prawdziwych pieniędzy. Na szczęście lootboxy w Overwatch zawierają tylko i wyłącznie przedmioty kosmetyczne, niewypływające  w żaden sposób na balans rozgrywki. I choć osobiście z dwojga złego wolałbym „tradycyjne” mikropłatności zamiast kupowania kota w worku jakim są lootboxy, niosą one ze sobą jedną zaletę – darmowe aktualizacje.

Blizzard od trzech lat regularnie wzbogaca grę o nowe tryby, patche balansujące rozgrywkę, kolejnych bohaterów i mapy. Cała ta zawartość zawsze jest i (miejmy nadzieję) będzie darmowa dla wszystkich graczy – niezależnie od tego, czy wydali w grze kilka tysięcy złotych, czy zapłacili jedynie za samą grę. Kilka razy w roku Blizzard przygotowuje w grze specjalne wydarzenia – w momencie premiery wersji na Nintendo Switch miejsce ma akurat event halloweenowy, który pozwala na odblokowanie szeregu nowych kostiumów dla postaci, zmienia wygląd niektórych map na bardziej ponury oraz pozwala za wzięcie udziału w trybie PvE dostępnym przez ograniczony czas. Blizzard póki co obiecuje, że wszystkie przyszłe aktualizacje będą się pojawiać na Switchu w tym samym momencie co na reszcie platform i miejmy nadzieję, że nie wycofają się z tego stanowiska

Overwatch na Nintendo Switch to w moim odczuciu dobry, choć nie idealny, port świetnej gry. I choć po latach obecności gry na rynku można dyskutować nad tym, czy Blizzard w pełni wykorzystuje popularność i potencjał produkcji, jej rozgrywka wciąż jeszcze szalenie uzależniająca. Jest to też gra, którą ciężko definitywnie zrecenzować, przez to jak często się ona zmienia. Oznacza to też jednak, że Blizzard niemal na pewno nie porzuci wersji na Switcha, a port będzie w dalszym ciągu udoskonalany kolejnymi aktualizacjami. Nie jest to najlepszy sposób na zapoznanie się z Overwatch, ale jest coś specjalnego w tym, że w sieciowy shooter, który tak bardzo wciągnął mnie zaledwie parę lat temu, teraz mogę zagrać w komunikacji miejskiej.


Ocena: 8/10


Producent: Blizzard Entertainment, Iron Galaxy Studio
Wydawca: Blizzard Entertainment
Data wydania: 15 października 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (pudełko z kodem na pobranie gry, wersja z kartridżem zaplanowana na rok 2020 ekskluzywnie dla Japonii)
Waga: 10.9 GB
Cena: 160 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia_mypsvita


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *