Kontroler Trust GXT 542BM Muta Batman

Mimo kilku dziwnych decyzji producenta, gamepad Muta to pozytywne zaskoczenie. 

Nie wiem, jak długo kontroler Muta od Trust jest na rynku, ale przy okazji wydania wersji z logo Batmana spotkałem się z nimi po raz pierwszy. Dodatkowo zaciekawiła mnie bryła, która najbardziej podchodzi pod DualSense. Ostatni pad od Sony nie trafił jeszcze w moje ręce, więc byłem ciekawy wygody tego kształtu.

Pierwsze wrażenie, jakie sprawiła Muta po wzięciu do rąk, to raczej tańsze wykonanie, a główne powody były dwa. Pierwszy to plastik, z którego w znacznej mierze wykonany jest pad. Miałem już różne kontrolery i śmiesznie mi pisać o „porządnym plastiku” czy „plastiku premium”, ale omawiany pad nie przyniósł na myśl tych określeń. Z drugiej strony, przy opisie jednej z wcześniejszych wersji wyglądowych Muty trafiłem na informację, że kontroler jest wykonany w 75% z recyklingowego materiału, więc, powiedzmy, coś za coś. Drugim, ważniejszym powodem tańszych wrażeń, są gałki analogowe. Grzybki są wykonane z twardego plastiku i są zaskakująco małe – mają wielkość tych z Joy-Conów… Nóżki analogów również są plastikowe i jest to problem, ponieważ Trust nie zadbał o gładkie wykończenie otworów wokół gałek. Efekt jest taki, że nóżki przy ruchu trą o okrąg, co powoli degraduje żółty plastik, czyli problem podobny, co w Pro Controllerze czy 8BitDo SN30 Pro+. Również średnie wrażenie sprawiają trzy wymienne nakładki na d-pada oraz łączenie plastiku na uchwytach pada przy gumowanych wstawkach. Co do tych gumowych dodatków do poprawy chwytu, są przyjemne w dotyku oraz dodają ciekawego charakteru temu kontrolerowi. Generalnie jednak, gdy Muta już mi się opatrzyła i bardziej zacząłem skupiać się na grze na niej, a nie na detalach jej wykonania, mogę stwierdzić, że mi się podoba. Logo Batmana dobrze łączy się z tym kształtem, a żółty plastik w gałkach ciekawie kontrastuje z resztą stonowanych kolorów.

Wygląd wyglądem, ale ważniejsza jest wygoda użytkowania. Pod kątem chwytu, długotrwałego komfortu podczas grania i sięgania palcami do wszystkich przycisków nie mam żadnych zastrzeżeń. Obłe kształty boków i długie uchwyty sprawiają, że Muta wygodnie siedzi w dłoniach z pełnym oparciem. W trakcie testów akurat wpadł do mnie Krowen i od razu złapał z ciekawości za pada i dość szybko, pozytywnie zaskoczony stwierdził, że dobry, wygodny. Obaj mamy dłonie większe, więc dla facetów będzie akurat, ale sądzę, że panie i młodsi też będą zadowoleni z tego, jak Muta leży w dłoniach.

W kwestii sterowania zacznę od ruchu. W przypadku gałek nie ma tu efektu Halla czy TMR, ale po teście w grach 3D z perspektywami pierwszej i trzeciej osoby nie mam większych uwag. Gałki mają dobry opór, więc można kierować celownikiem lub kamerą w miarę precyzyjnie. W przypadku celowania dodatkowo wziąłem pod uwagę wsparcie żyroskopem, a do testu posłużył Wolfenstein II: The New Colossuss na Switchu. Grę już miałem skończoną, więc łatwiej było określić, czy wszystko działa jak należy. Okazało się, że w przypadku żyroskopu niezbędna była kalibracja w sofcie Nintendo. Co prawda wcześniej przeprowadziłem ją na Steam Decku, ale na sprzęcie N ruch na boki był mocno ograniczony, ale kalibracja naprawiła ten problem. Tak więc połączenie gyro z tymi gałkami wypada bardzo dobrze przy FPS-ach. Pozostaje jednak kwestia średnio wygodnych gałek i tarcia nóżek o okręgi. Co prawda w trakcie gry często nie zwracałem na to uwagi, ale w porównaniu z innymi padami te kwestie wypadają średnio.

W przypadku d-pada zastosowana została typowa dla starszych konstrukcji membrana i chwała Trustowi za to. Jeżeli ktoś ceni sobie granie w kopaniny czy gry retro, to jest to lepsze rozwiązanie niż często obecnie stosowane cyfrowe przełączniki. Głównym problemem przy nich są skosy, a w Mucie nie ma tego problemu. Zarówno w Tekkenie 7, jak i City Hunterze sterowanie ruchem na krzyżaku było satysfakcjonująco dokładne. W tym miejscu trzeba dodać, że do Muty zostały dodane trzy wymienne nakładki na d-pada: standardowy krzyżak oraz dwie wersje okrągłe. W obu wspomnianych grach lepiej sprawdzała się okrągła nakładka, która dodaje do krzyżyka dodatkowe, równo wypoziomowane wypełnienie pomiędzy ramionami. Szkoda tylko, że mojej sztuce nakładka ta zbyt luźno siedzi na ramce krzyżaka. Co prawda trzeba trzepnąć kontrolerem w dłoń, żeby sama wypadła, ale pozostałe dwie siedzą o wiele stabilniej. Trudno powiedzieć, czy to problem ogólny, czy tylko mnie się tak trafiło, ale trochę szkoda, bo to najwygodniejsza opcja krzyżakowa w Mucie. Zwykły krzyżak jest trochę mały i wykonany z twardego plastiku i na dłużą metę nie jest przez to zbyt wygodny. Z kolei do drugiej okrągłej nakładki, która jest zrobiona w trybie wklęsłym, tak jak Xbox lubi, ciężej było mi się przyzwyczaić (to moja pierwsza styczność z taką). Tak więc tak samo jak w przypadku analogów technicznie jest dobrze, a z jakością elementów średnio.

Pora przejść do przycisków akcji. Co ciekawe, nawet Muta w wersji batmanowej jest dość mocno sugerowana do użytku ze Switchem, ale ABXY mają układ xboksowy. Jeszcze ciekawsze jest to, że po podłączeniu tego kontrolera do konsol Nintendo cyfrowy układ przycisków się nie zmienia! A to A, B to B i tak dalej. Dla tych, którzy korzystają głównie z padów od Nintendo może być do kłopotliwe. Ja skaczę między Switchami, handheldami PC i kilkoma kontrolerami, więc i tak co rusz się mylę, gdzie co jest. Przy Mucie, gdy zaczynałem nową grę na Switchu, w sumie nie był to większy problem, bo po prostu od nowa przyzwyczajałem się do konkretnego układu. Trochę bardziej kłopotliwe było wskoczenie do już znanej gry. Jednak jeśli pad byłby dodatkowym sprzętem, a gość do multi nie będzie zaznajomiony jakoś specjalnie z danym układem lub jakoś bardziej z grami, to nie jest to jakiś specjalny problem.

Przyciski ABXY oraz Home są wykonane ze śliskiego plastiku, który jest znany z padów Xboksa czy Steam Decka – są więc wygodne i przyjemne w dotyku. Pod nimi znajduje się trochę twardsza membrana, ale kilk wchodzi gładko, cicho i satysfakcjonująco. Przyciski +, -, screenshot i dodatkowy z oznaczeniem „T” wymagają troszkę mocniejszego wciśnięcia, ale również reagują bez problemów, są także wygodnie umieszczone. L i R sprawiają wrażenie bardziej cyfrowych, ale mają głębszy dźwięk. Również one wymagają troszkę mocniejszego nacisku, ale dzięki dobremu umiejscowieniu nie ma z tym żadnych problemów. Są też dość duże, więc przy używaniu tylko palców wskazujących wygodnie przeskakuje się między nimi, a triggerami. Same triggery reagują na nacisk i mają zaskakująco duży opór. Nie miałem okazji sprawdzić ich w grze, ale zrobiłem test w SteamOS. W zależności od dociśnięcia widać było, że reagują dobrze, choć zaskoczyło mnie, że reagują z rejestracją wciśnięcia po zauważalnym wgłębieniu. Mam wrażenie, że powinny to robić wcześniej. Generalnie droga do pełnego wciśnięcia spustu jest dość krótka, żeby ułatwić korzystanie z nich w grach, gdzie nie jest potrzebna regulacja nacisku, więc ogólnie wrażenie korzystania z nich jest pozytywne. LZ i RZ nie są duże, ale dobrze zaprojektowane pod palec, więc wątpię, żeby ktoś narzekał na niewygodę (w przeciwieństwie do takiego King Konga…).

Osobny akapit trzeba poświęcić na tryby łączenia się GXT Muta z urządzeniami. Opcje są trzy – po kablu, przez Bluetooth i przez odbiornik. Przez BT podłączałem pada do Switcha 1 i 2, i oba wykryły go bez problemu (nie to co SMX….). Ze Steamem i Bazzite’em też zwykle łączę kontrolery jako Pro Cony, głównie ze względu na gyro i tu również wszystko działało, jak należy, łącznie ze steamowym odpowiednikiem przycisku Home. Pod kątem kabla, tryb pracy kontrolera, czy jako sprzętu Nintendo czy Xboksa, będzie zależała, na której formie obecnie jesteśmy – zmienia się ją odpowiednią kombinacją przycisków, która, co miłe, jest podana na naklejce z tyłu Muty, więc nie trzeba nagle szukać instrukcji (a czasem w padach 8BitDo i Tarantuli zdarzy mi się zapomnieć, jakie mają swoje combo pod dane połączenie). Do połączenia bezprzewodowego mamy trzy opcje. Pierwsza i druga są przeznaczone do Bluetootha, jedna pod Nintendo, a druga pod Androida (pad działa wtedy jako xboksowy, więc nie ma gryo). Trzecie połączenie jest przeznaczone dla odbiornika 2.4 GHz i tu się robi śmiesznie. Co prawda bez problemu Muta połączyła mi się w tym trybie z Windowsem 11, SteamOS i Bazzite’em jako pad Microsoftu, ale w ogóle nie był pokazywany jako taki w Steam Input. W opcji linuksowej wyskakuje, co zabawne, jako pad chińskiego producenta o nazwie „shanwan Android Gamepad”, natomiast w Windzie jako „HJD-X”. Niestety na obu systemach występuje ten sam problem – domyślnie nie można wywołać nim menu Steama, a jest to problem, szczególnie na Linuksie. Być może da się przypisać odpowiedni przycisk lub kombinację w Inpucie do tego zadania, ale jednak domyślnie powinien działać od razu, tak jak ma to miejsce przy łączeniu w trybie Pro Controllera. Tym bardziej że to połączenie ma zapewniać szybszą reakcję na przyciski. Wciąż jednak jestem mile zaskoczony tym, jak każda z opcji połączenia po prostu działała ze wszystkimi sprawdzonymi systemami, od Nintendo, przez Linuksa, Windę aż po Andka.

Muszę jeszcze wspomnieć o wibracjach. Są zaskakująco przyjemne! Czuć i słychać, że zostały zastosowane porządne motorki, dzięki czemu drgania są intensywne, ale przy tym, hm, miękkie oraz stłumione dźwiękowo. A jeśli chodzi o baterię, to jest w porządku. Producent podaje, że akumulator powinien wytrzymać do 15 godzin. Nie mierzyłem, czy tak jest, ale pierwsze ładowanie zrobiłem dopiero po kilku dniach klikania w Paranormasight: The Mermaid’s Curse. Potem jeszcze robiłem różne testy w kilku grach i przeszedłem całego City Huntera i zeszła może połowa prądu. Do Muty nie ma żadnych podstawek ładujących, wystarczy zwykły kabelek z końcówką USB-C. Co ciekawe jednak, dołączony do zestawu przewód jest zaskakująco długi i nawet ma wałeczek. Wydawałoby się więc, że będzie mógł przesłać więcej mocy, ale jednak 15W dla zasilenia monitora Arzopa nie potrafił dostarczyć. Wciąż, jako dodatek do tego pada działa właściwie.

Menu Steam Input z podłączonym padem przez odbiornik – po lewej Bazzite, po prawej Winda.

W dniu pisania recenzji rozstrzał cenowy Trust GXT 542BM Muta Batman jest dość spory– od 190 PLN do nawet 300 PLN. Są też różne modele, np. dedykowany Switchowi z układem przycisków Nintendo, tylko z łączeniem przez kabel i BT oraz pewnie bez analogowych triggerów, ale za to tańszy. Jest nawet niebieski supermanowy wzór, który już jest raczej ledwo dostępny, bo można go dostać w Media Markt za raptem 79 złotych (i całkiem fajnie wygląda). W tych górnych widełkach cenowych możecie kupić lepsze jakościowo pady, chociażby od 8BitDo, i Muta niestety nie ma do nich podejścia pod kątem wygody gałek analogowych czy krzyżaka. Jednak trzeba przyznać, że Trust dobrał całkiem dobre komponenty techniczne i jego propozycja kontrolera po prostu sprawnie działa z właściwie każdym testowanym systemem i w każdym typie gry. Gdyby tylko firma nie przyoszczędziła na niektórych elementach wykonania, myślę, że mogłaby konkurować z bardziej znanymi markami kontrolerów. Tak więc trudno mi polecić Mutę jako głównego pada, ale jeśli potrzebujcie dodatkowego wygodnego kontrolera, który będzie po prostu działał, i to z różnymi systemami, oraz traficie na przyzwoitą dla Was cenę, to będzie to zadowalający wybór.


Polecamy

 


Serdeczne dziękujemy Trust
za udostępnienie produktu do recenzji


 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *