AYN Thor

Tęskniąc za 3DSem.

Pamiętacie jeszcze czasy, gdy konsole przenośne można było nazwać „kieszonsolkami”? Wiecie, bo mieściły się w kieszeni. Ja pamiętam i szczerze tęsknię. Tej luki nie było w stanie wypełnić Miyoo A30, bo mocy tam starczyło maksymalnie na pierwsze PlayStation. Nie wypełniały go też przeróżne pady do telefonów, bo wciąż należało je jakoś przetransportować poza kieszenią. Po głowie chodziła mi inwestycja w Retroida Pocket 5, ale wtedy pojawił się on – AYN Thor, obiecując, że zrobi wszystko, a nawet jeszcze więcej.

Dość istotna uwaga – kupiłem używany egzemplarz Thora MAX, najwyższy model z 16 GB RAM-u i 1 TB pamięci. Poprzedni właściciel ewidentnie o sprzęt dbał, dorzucając mi pakiet oficjalnych, jak i nieoficjalnych akcesoriów, zabezpieczył ekran folią ochronną, a przede wszystkim nakleił skina nawiązującego do pierwszego Plejaka. Skin jest bardzo ładny, nie będę natomiast w stanie potwierdzić „palcowania” się sprzętu jak i niektórych elementów wykonania (jak widać na załączonym obrazku, nawet przyciski są wymienione). Miejcie to z tyłu głowy podczas dalszego czytania konkretów o sprzęcie.

Mój Thor trochę różni się od modelu fabrycznego – poprzedni właściciel musiał uwielbiać konsolę Sony.

Czym jest AYN Thor? W jednym zadaniu – to dwuekranowa „konsolka” na Androidzie. To jednak spore niedopowiedzenie, sprzęt bowiem jest wyposażony w masę komponentów z najwyższej półki. Już pierwsze wrażenia po wzięciu go do rąk daje znać, że mamy do czynienia z towarem premium. Wielkością przypomina 3DS-a XL, chociaż jest trochę grubszy. Jest za to znacząco cięższy, i to niestety czuć przy tak małej bryle. Po otwarciu ukazują się podświetlane, klikające analogi korzystające z efektu Halla; jest komplet przycisków do obsługi gier, dodatkowe 3 przyciski do obsługi systemu oraz one – dwa piękne, dotykowe AMOLED-owe ekrany. Przy ostatnich podróżach ze Switchem 2 w plecaku uświadomiłem sobie, że gdy tylko słoneczko zacznie mocniej świecić w ekran, to będę miał problem. AYN Thor przebija się przez te problemy, oferując piękny i jasny obraz, chociaż w moim przypadku wpada lekko w szarość przez zastosowaną folię ochronną. By upodobnić się do DS-a i 3DS-a, dolny ekran jest wyraźnie węższy, ale nadal oferuje wysoką gęstość pikseli. Oba ekrany są dotykowe, ale niestety w typie pojemnościowym, co sprawia, że DS-owe rysiki są absolutnie bezużyteczne, a sam dotyk rejestrowany jest delikatnie wolniej. Bryła niestety jest dość kwadratowa, co przeszkadza w dłuższych posiedzeniach przy grach, które nie korzystają z dotyku. Może i nie wbija się tak jak Joy-Cony od Switcha 2, dłonie jednak drętwieją i serdecznie polecam skorzystanie z uchwytu (są w sieci dostępne wzory do samodzielnego wydruku 3D). Szkoda, że nie ma też rysika ani miejsca dla niego – w końcu jest to element wręcz ikoniczny dla dwuekranowych konsol Nintendo, którym Thor próbuje wyjść na przeciw.

Od lewej – 3DS XL, AYN Thor, New 2DS XL. Wielkościowo AYN nawiązuje do tego pierwszego, ale kolory są tak piękne, a ekran jasny, że do konsoli Nintendo trochę nie chce się wracać.

Zawias wydaje się solidny, chociaż w jednym miejscu widoczne jest pęknięcie – wydaje mi się, że jest to rezultat źle podciętego plastiku. Otwierając ekran, mamy trzy pozycje „skoku” do dyspozycji, co uważam za absolutne minimum. Po otworzeniu konsolki ekran pozostaje w wybranej pozycji, nie ruszając się nawet przy mocnym trzepaniu sprzętem. Na plus wypada obecność analogowych spustów L2/R2, która pozwala komfortowo grać w tytuły wyścigowe; tymczasem Nintendo wciąż pokazuje, że można tak podstawową rzecz bezkarnie olać… Bardzo cieszy też słuchawkowy port jacka oraz slot na kartę pamięci – rzeczy coraz rzadziej widziane chociażby w telefonach. Jest wbudowany mikrofon, jego jakość jednak pozostawia wiele do życzenia – wepchnięto go chyba tylko dla świętego spokoju, bowiem większość gier i tak go nie potrzebuje. Nie mamy za to żadnych kamer, co również może zniechęcić osoby chętne do pogrania w Nintendogs. Port USB-C obsługuje nie tylko ładowanie i transfer plików, ale także wysyłanie obrazu i dźwięku na zewnętrzny monitor. Jest WiFi, jest Bluetooth, jest GPS, nie ma tylko obsługi kart SIM czy e-SIM.

Po odpaleniu sprzętu następuje pierwszy mały zonk – system to niemalże goły Android z niezbędnymi dodatkami od AYN. Oznacza to absolutne zero emulatorów czy gier, a wbudowane menu do ich obsługo po dodaniu jest tak tragiczne, że natychmiast o nim zapomniałem. Zupełnie jakby kupić dosłownie pierwszy lepszy tablet z Androidem. AYN dorzuca od siebie nakładkę na dolnym ekranie, którą wywołujemy dedykowanym przyciskiem. Jest ona niemal niezbędna w codziennym funkcjonowaniu – pozwala w łatwy sposób modyfikować jasność czy głośność każdego ekranu z osobna, możemy nieużywany ekran wyłączyć, by oszczędzać baterię; przepinać sterowanie padem na dolny lub górny ekran, a także sterować podświetleniem analogów, mocą konsoli lub szybkością wentylatora. Jedną z bardziej niedocenianych funkcji będzie obejście baterii – jeśli ją wybierzemy, prąd z ładowarki jest zużywany z pominięciem baterii, co nie tylko zwiększa jej żywotność, ale także zmniejsza temperaturę urządzenia. Przyznam szczerze, że aplikacja od AYN jest absolutnie niezbędna przy korzystaniu z Thora i cieszę się donieść, że jest niezawodna. Nie ważne jak duże było obciążenie sprzętu, nakładka działała zawsze płynnie i nigdy się nie zacięła (co jest zmorą na moim Legionie Go). Boczne menu pozwala nam przypisać przyciski pada do konkretnych obszarów dotykowego ekranu. Poza tym mamy fizyczny przycisk „wstecz” i „domek” – ekstremalnie przydatne, gdy chcemy wyjść z gry lub wrócić na poprzedni ekran.

Jest mini-jack, jest slot na karty SD, tylko rysika brakuje.

Goły Android to błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. We wspomnianym wcześniej Miyoo A30 wrzucało się własnoręcznie przygotowane kopie zapasowe do odpowiedniego folderu i już – wszystko działa. Thor wymaga sporo przygotowania i cierpliwości, bo przekłada się to na konfigurację wszystkich emulatorów, dwóch ekranów oraz dodatkowych pluginów, co w efekcie daje zabawy na długi wieczór. Ja korzystałem z załączonego poniżej poradnika od Joey’s Retro Handhelds, dostępne są jednak zarówno jeszcze dłuższe i krótsze formy przekazu. Mnie faktycznie cały wieczór zajęło ustawianie Thora pod swoje potrzeby. Drugi wieczór spędziłem na wrzuceniu romów i sprawdzaniu, czy wszystko działa (a często nie działało, i musiałem grzebać dalej).

Co jest wspaniałe przy Thorze, to bardzo mocna społeczność. Objawia się to całą masą przydatnych aplikacji czy motywów, których możemy używać do obsługi sprzętu. Podstawowy launcher gier od AYN jest od ręki do wywalenia – absolutne paskudztwo, na które nie warto poświęcać ani chwili. Jeśli chodzi o motywy i wygląd „menu”, osobiście używam ES-DE i dograłem moduł na dolny ekran. Ta konfiguracja pozwala mi na spokojnie wybrać grę na górnym ekranie, mając nadal dostęp do wszystkich aplikacji na ekranie dolnym. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać inne alternatywy – jeśli kochacie menu 3DS-a, to Cocoon będzie najlepszym wyborem. Poza tym apki takie jak Mjolnir pozwolą Wam skonfigurować zachowanie przycisku Home, a Obtanium instalować i aktualizować emulatory niedostępne w Google Play.

Bijącym sercem niemal wszystkich (poza najtańszą) wersji Thora jest Snapdragon 8 Gen 2. Nie jest to najszybszy chip na rynku (ma już cztery lata), jest jednak zaskakująco sprawny. Poradzi sobie z niemal każdym dojrzałym emulatorem dostępnym na rynku – PS2 czy GameCube połykane są na śniadanie, Wii czy Wii U działają znakomicie, dopiero PS3 sprawia bardzo duże problemy. Po drobnej konfiguracji emulatory konsol dwu-ekranowych, takich jak DS, 3DS i Wii U, działają bardzo dobrze i wyświetlają się poprawnie na drugim ekranie. Internet zgłasza, że i Switcha da się ugrać, ja jednak stronię od emulacji „żywych” konsol. Największym dla mnie zaskoczeniem były jednak aplikacje GameHub Lite oraz GameNative, zmieniające AYN Thora w… Steam Decka Mini! Po zalogowaniu się na konto Steam możemy pobierać gierki i uruchamiać je na sprzęcie, i to ze wsparciem przechowywania zapisów w chmurze Steam. Cudów się nie spodziewałem, ale udało mi się komfortowo pograć w Hadesa, Final Fantasy X, a nawet GTA V i Wieśka 3 (który wygląda dużo lepiej niż port na Switcha). Ba, udało mi się zainstalować nawet Final Fantasy VII Remake czy Baldur’s Gate 3, chociaż tutaj klatkaż oscylował w granicach 10-20, a i nakombinować musiałem się co nie miara, by gry się w ogóle odpaliły. Granie w gry z PC (a nawet ich pobieranie, które jest koszmarnie długie) bardzo męczy sprzęt – temperatura procesora bardzo szybko rośnie do ponad 80 stopni, a wentylator w każdym trybie poza „Quiet Mode” potrafi być mocno słyszalny. Nie mam żadnego sprzętu, który mógłby to zmierzyć, ale odpalony na maksa wentylator Thora działa głośniej niż ten z Legiona Go. Do większości przypadków wystarczy Wam jednak tryb cichy, właściwie niesłyszalny, ustawiający obroty wentylatora w okolice 25%. Tryb Sportowy to 50% wydajności wiatraka i tutaj już słychać szum, chociaż nie jest on przesadnie przeszkadzający. Tryb „Mądry” dostosowuje obroty do zapotrzebowania – polecam go tylko do najbardziej wymagających tytułów z PC/Androida.

Dwóch największych Polaków na jednym sprzęcie.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *