Czego możemy się spodziewać po Nintendo Switch „Pro”?

Nowa Tegra, wsparcie dla 4K, zaktualizowane Joy Cony i lepszy ekran? Czy może kolejna cicha iteracja?

Na plotki dotyczące planów Nintendo na wydanie dopakowanej wersji Switcha można się było natknąć praktycznie już od premiery urządzenia. I nic dziwnego. Debiuty PlayStation 4 Pro oraz Xboxa One X zmieniły sposób, w jaki zaczęliśmy patrzeć na generację konsol. No i o ile dla Sony i Microsoftu wydawanie zaktualizowanej o lepsze podzespoły konsoli w środku jej życia jest czymś nowym, dla Nintendo jest to standard od czasów GameBoya Color. Oryginalny GameBoy otrzymał wspomnianą kolorową wersję. GameBoy Advance zamykanego Advance SP z podświetlanym ekranem. Nintendo DS zostało wyparte przez posiadające więcej pamięci RAM i szybszy procesor Nintendo DSi. Natomiast New Nintendo 3DS, wydany trzy lata po pierwszym 3DS-ie, był tak zauważalnie bardziej wydajny, że doczekał się małej biblioteki ekskluzywnych tytułów.

Wydanie mocniejszego, lecz nie będącego pełnoprawnym następcą obecnej konsoli Switcha „Pro” zawsze było więc jedynie kwestią czasu. A że już za kilka miesięcy hybryda będzie kończyła czterolecie swojej obecności na rynku, wydanie nowego-starego NS-a w 2021 wydaje się być naturalnym ruchem ze strony Japończyków.

No i przez ostatnie dni dyskusja na temat Switcha |Pro” ponownie odżyła za sprawą raportów opublikowanych najpierw przez tajwańskie Economic Daily News, a następnie przez dziennikarzy Bloomberga.

Na lepszy kickstand nikt by nie narzekał.

To, co w przeciekach chyba najbardziej rozbudziło wyobraźnię fanów, jest wspomnienie o zwiększeniu mocy obliczeniowej urządzenia oraz wsparcie dla rozdzielczości 4K. Warto jednak chwilę pomyśleć, co to tak właściwie oznacza.

Odpowiedź może początkowo wydawać się oczywista. Nintendo ukryje pod obudową Switcha lepsze podzespoły, wyda patche do wydanych i nadchodzących gier, a część mniej wymagających pozycji będzie działała w natywnym lub dynamicznym 4K. Idea ta brzmi pięknie (przynajmniej dla osób, które i tak planują się przesiąść – w tym ja), ale wydaje mi się, że plan Nintendo jest nieco inny.

Otóż po co wsadzać do Switcha nowy i droższy procesor, skoro już teraz każdy może zwiększyć moc konsoli poprzez CFW. Jak pewnie większość z Was wie, taktowanie GPU Switcha zmienia się dynamicznie w momencie, gdy wyciągamy konsolę ze stacji dokującej. To właśnie dlatego gry niemające żadnego problemu z utrzymaniem rozdzielczości na poziomie 720p lub 900p na telewizorze na ekranie konsolki działają w rozdzielczości sporo mniejszej, jak 480p lub 540p. Jest to spowodowane chęcią poprawy życia baterii. Nintendo musiało się upewnić, że konsola po wyjęciu z docka nie będzie padać po kilkudziesięciu minutach grania. Stąd to ograniczenie, które zostaje zdjęte (no prawie, ale o tym za chwilę) po podłączeniu konsoli do stałego źródła zasilania w stacji dokującej.

Nie wszyscy mogą jednak wiedzieć, że nawet w trybie TV Switch wciąż nie korzysta ze stu procent mocy Tegry X1. Maksymalne taktowanie jakie może osiągnąć GPU to 921 MHz. Tymczasem zadockowany Switch jest ograniczony do zaledwie 768 MHz (w trybie handheld deweloperzy mogą wybierać pomiędzy trzema trybami – 307.2 MHz, 384 MHz oraz 460 MHz).

Taktowanie CPU natomiast nie zmienia się w trakcie przełączania między trybami i zawsze znajduje się na poziomie 1020 MHz. Jednakże maksymalne zegary CPU Tegry X1 mogą pokazać aż 1785 MHz. I, co ciekawe, Nintendo pozwala konsoli na rozpędzenie się do tego poziomu, ale tylko na krótkie momenty w trakcie ekranów ładowania. Dzięki aktualizacji systemu odblokowującej „boost mode” na przykład Super Mario Odyssey wczytuje dane prawie dwa razy szybciej.

Nintendo może wydać nowego Switcha, który będzie w stanie zaoferować znacząco zwiększoną wydajność bez zmian w podzespołach mieszczących się w Nintendo Switch „Mariko” (czy jak kto woli – V2) i Nintendo Switch Lite. Zwiększenie taktowania zegarów GPU pozwoliłoby na mile widziany skok rozdzielczości na telewizorach (np. pełne 1080p w Breath of the Wild, który w tym momencie działa na zadockowanym Switchu w 900p). Główną kartą przetargową byłoby chyba jednak zwiększenie klarowności obrazu w trybie handheld. Nierozmazane widoki Gormott w Xenoblade Chronicles 2? Tak, poproszę.

Najlepsze w tym rozwiązaniu jest to, że większość wydanych do tej pory gier nie potrzebowałaby nawet nowych patchy, które byłyby w stanie wykorzystać zwiększoną moc Tegry. Odblokowane CPU z automatu oznaczałoby lepszą wydajność, a dzięki popularności dynamicznej rozdzielczości w ostatnich latach grom korzystającym z tej techniki znacznie łatwiej byłoby utrzymać maksymalną ustawioną liczbę pikseli na ekranie. DOOM czy Wiedźmin 3 z miejsca powinny działać w niemalże zupełnie stabilnym 720p. Ewentualny „tryb turbo” natomiast mógłby pozwalać na granie w trybie handheld z wizualiami odpowiadającymi obecnemu trybowi TV. Oczywiście wszystko to wymagałoby mądrego rozgospodarowania zasilaniem. Nie powinien być to jednak problem, jeśli Nintendo zainwestuje w pojemniejszy akumulator i nowocześniejszy, bardziej energooszczędny wyświetlacz.

Co jednak w takim razie z 4K, o którym wspominają raporty? Tegra X1 już w tym momencie jest kompatybilna z 4K, dzięki czemu posiadacze Nvidia Shield mogą oglądać filmy na Netflixie lub YouTube w najwyżej możliwej na ten moment rozdzielczości. Powodem, przez który Switch w tym momencie nie jest w stanie wysyłać do telewizora sygnału 4K 60FPS, zdaje się być zbyt mała przepustowość wejścia USB-C. Jeśli wadę tę udałoby się usunąć, powinien być możliwy upscaling wysyłanego obrazu do 4K bezpośrednio z poziomu konsoli. W tym momencie, jeśli posiadamy ekran 4K, większość gier uruchamianych w rozdzielczości niższej niż 1080p musi być konwertowana dwa razy. Na przykład obraz Xenoblade Chronciles: Definitive Edition najpierw musi zostać przekonwertowany z 720p do 1080p przez konsolę, a następnie z 1080p do 2160p przez telewizor lub monitor. Taki podwójny upscaling ma bardzo negatywny wpływ na końcową jakość obrazu. Biorąc pod uwagę rosnącą popularność telewizorów 4K, wyeliminowanie tego problemu powinno być priorytetem dla Nintendo. A jeśli przy okazji oznaczałoby to możliwość oglądania YouTube’a w wyższej rozdzielczości, nikt by nie narzekał. Nie róbcie sobie jednak nadziei na ogranie nowej Zeldy w 2160p.

Z tych powodów nie sądzę, aby Nintendo w tym momencie chciało majstrować przy bebechach Switcha. Zwykłe odblokowanie zegarów obecnego chipu pozwoliłoby wciąż na wzrost mocy porównywalny ze wzrostem. jakiego doświadczyliśmy przy okazjach Nintendo DSi oraz New Nintendo 3DS, a jednocześnie nie zwiększyłoby znacząco kosztów produkcji. Przez obecną sytuację na świecie związaną z pandemią ludzie raczej nie byliby chętni na przesiadkę z już posiadanej konsoli na kosztującego $400 lub nawet $500 Switcha „Pro”. Historia pokazuje, że Nintendo raczej wydaje nowe konsole z myślą o stopniowym wypieraniu z rynku starszej wersji urządzenia kosztującym niewiele więcej, ale tańszym w produkcji upgradem.

Wiele osób obawia się przy tym, że na „nowego” Switcha z czasem zaczną pojawiać się gry, których nie będziemy w stanie odpalić na starszych wersjach urządzenia. Jest w tym troch rację, w końcu na New 3DS-a pojawiła się garstka gier, których na starszych wersjach konsoli po prostu nie dało się uruchomić. Dobre wieści są jednak takie, że Nintendo z tej polityki wycofało się niemal natychmiast. Powodem było Xenoblade Chronciles 3D – miał zachęcić do przesiadki, lecz okazał się finansową klapą. Po tej premierze „ekskluziwy” New 3DS-a ograniczały się do niewielkich gierek wydawanych jedynie w formie cyfrowej oraz Virtual Console Super NES. Potem, kilka miesięcy po premierze Switcha, z jakiegoś powodu Nintendo przypomniało sobie o lepszych bebechach New 3DS-a. Przyniosło to premierę najgorszej wersji Fire Emblem Warriors i Minecrafta. I to właściwie tyle.

Czy więc Switch „Pro” dostanie garść ekskluzywnych tytułów? Wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne. Samo Nintendo na pewno nie będzie chciało dzielić posiadaczy Switcha na lepszych i gorszych, w końcu nawet New 3DS dostał jedynie port wymagającego jRPG-a z wyraźnie mocniejszej konsoli Nintendo. Deweloperzy zewnętrzni nie będą natomiast chcieli ignorować kilkudziesięciomilionowego rynku zbytu dla swoich gier. Oczywiście niewykluczone, że część bardzo wymagających gier, która na nowym Switchu będzie działała poprawnie, na starszych modelach może znajdować się na skraju grywalności. O tym powiedzą nam już jednak odpowiednie porównania graficzne za parę lat.

Każdej nowej konsoli musi tez towarzyszyć solidna biblioteka premier. Rok 2021 powinien być dla fanów Nintendo znacznie bardziej szczodry niż 2020.

Nie sądzę, aby Nintendo planowało wypuścić na początku 2021 roku produkt premium kosztujący 100 lub 200 dolarów więcej niż obecny Switch. Czego więc sam oczekuję od nowej iteracji konsoli?

Lepszy ekran.
Obecny wyświetlacz jest… w porządku. LCD Switcha to ogromny postęp w porównaniu do ekranów 3DS-a i GamePada WiiU. Ale mam też telefon oraz lekko już zakurzoną pierwszą Vitę. I przez to widzę, że odwzorowanie kolorów na Switchu nie jest dobre, jak bym sobie tego życzył. Po trzech latach od premiery konsoli rynek wyświetlaczy bardzo się rozwinął, więc wymiana ekeranu na lepszą i bardziej energooszczędną opcję przy zachowaniu relatywnie niskiej ceny nie powinna stanowić problemu. Minimalne powiększenie w celu eliminacji otaczającej go ramy dodatkowo dodałoby całej konstrukcji bardziej eleganckiego wyglądu.

Nowy dock.
Obecna stacja dokująca to przerośnięty kawałek plastiku. Nawet jeśli Nintendo nie eksperymentuje z systemem, który pozwoliłby na dodanie Pstrykowi dodatkowej mocy po włożeniu do docka, jego aktualizacja o zgrabniejszy kształt, który pozwalałby na bezproblemowe włożenie stacji do torby lub plecaka jak najbardziej mile widziana. Nie przeszkadzałoby mi tez dodanie większej ilości portów USB oraz wejścia na kabel ethernet.

Naprawa Wi-Fi i „nowe” Joy Cony.
Moduł Wi-Fi znajdujący się w obecnym Switchu jest tragiczny. Każde inne urządzenie przenośne przeze mnie posiadane nie ma problemów z połączeniem się z bezprzewodową siecią domową. Switch gubi zasięg Wi-Fi po wyjściu z pomieszczenia, w którym znajduje się router. Poprawiona antena to coś, na co liczyłem zarówno w Switchu Lite, jak i wersji „Mariko”, ale nie doszło do tego. Czyżby do trzech rewizji sztuka?

Największa wadą techniczną Switcha są jednak oczywiście Joy Cony. Ich piękna idea została zabita przez driftujące analogi. Raport Economic Daily News wprost wspomina o zmianie kontrahenta pomagającego przy budowie kontrolerów. Eliminacja driftingu to podstawa. Ale może nowej wersji Joy Conów znajdzie się też miejsce dla dokładniejszych drążków? Analogowe triggery do wykorzystania w grach wyścigowych również by nie zaszkodziły.

Większa ilość pamięci flash i RAM.
Po dwóch latach posiadania Switcha i ciągłego żonglowania kartridżami podjąłem decyzję o całkowitym przeniesieniu się na dystrybucję cyfrową. Podlewanie kwiatków w Animal Crossing jest po prostu przyjemniejsze, gdy nie muszę szukać pudełka z grą. Problemem jest jednak dostępna pamięć. Wbudowane 32 GB pamięci flash to zdecydowanie za mało. Bez karty microSD nie będziemy w stanie zainstalować na konsoli na przykład Wiedźmina 3. Wzrost do 64 GB już byłby poprawą, lecz 128 GB wbudowanej pamięci byłoby moim zdaniem idealnym kompromisem między jakością a ceną. Xbox One i PS4 pozwalają nawet na odpalanie gier zainstalowanych na dysku zewnętrznym. Być może i zadockowany Switch będzie to tego zdolny.

No i dochodzi też kwestia RAM-u. Wcześniej pisałem, że nie spodziewam się wymiany Tegry X1 na zupełnie nowy czip. Jednak zwiększenie pamięci RAM w konsoli niosłoby ze sobą sporo korzyści przy niskim koszcie. Obecnie Switch posiada 4 GB RAM. Gry mają z tego do dyspozycji ok. 3,5 GB, reszta jest zarezerwowana dla systemu. Oddanie dodatkowego gigabajta deweloperom zdecydowanie polepszyłoby przynajmniej czasy ładowania, a większa ilość RAM-u dla systemu operacyjnego pozwoliłaby dodać do niego nowe funkcje. Nie mówię tu o folderach czy systemie wiadomości tekstowych, które powinny zostać dodane w formie aktualizacji do obecnych Switchów już dawno temu. Ale gdy tak Switch „Pro” pozwalał na streamowanie gier bezpośrednio z poziomu konsoli? Albo oglądanie poradników na YouTube bez wychodzenia z gry? Funkcje te przy obecnej ilości pamięci są niemożliwe do implementacji. Natomiast już sama możliwość streamowania gier na Facebooka lub Twitcha byłaby całkiem ciekawa z marketingowego punktu widzenia.

I poproszę do tego nieco szaleństwa…
Każdy nowy sprzęt Nintendo – niezależnie od tego, czy mowa o zupełnie nowej konsoli, czy o zaktualizowanej wersji istniejącego hardware’u – musi mieć to „coś”. Funkcję, która będzie się dobrze prezentowała na billboardach i spotach telewizyjnych. Która sprawi, że każdy posiadacz obecnego Switcha na jej widok będzie natychmiast chciał zainwestować w upgrade. W przypadku Nintendo DSi były to kamery i odtwarzacz muzyczny. 3DS karmił graczy w swoich materiałach obietnicami o trójwymiarze bez okularów. New 3DS obiecał wygodniejsze sterowanie za pomocą drugiego „drążka”.

Tak, większa moc obliczeniowa jest zawsze mile widziana. Ale nie da się łatwo pokazać różnicy między Zeldą w 900p, a Zeldą w 1080p w  trakcie 30-sekundowej reklamy na Super Bowl. Czym więc Nintendo będzie chciało nas przekupić tym razem? Nie będę czarował, nie mam najmniejszego pojęcia, na jaki pomysł tym razem wpadli Japończycy z Kioto. Wiem jedynie, że gdy już się o nim dowiem, pomyślę najpierw, że oszaleli, a następnie zacznę odkładać pieniądze.

Według przecieków nowy Switch ma pojawić się na rynku w pierwszej połowie 2021 roku, a jego premierze towarzyszyć będzie lawina nowych gier. O tym, czy to prawda, dowiemy się najwcześniej na początku przyszłego roku. Jeśli miałbym wskazać, co dokładnie powinniście wyciągnąć z tej lektury, to jest to cierpliwość. Nie oczekujcie, że kolejny Switch będzie próbował pod względem mocy konkurować z PS5 i Xbox Series X. Nie oczekujcie sprzętu premium, którego cena dobijać będzie do $500. Nintendo będzie chciało wrzucić na rynek urządzenie posiadają nowe funkcje i kosztujące tyle samo, co obecny Switch, przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów produkcji. Bo dokładnie tym są nowe wersji konsol Nintendo. Sprzętami, które mają zoptymalizować proces dystrybucji oraz zachęcić do opróżnienia portfeli zarówno obecnych, jak i potencjalnych klientów. Sprawdziło się to przy GameBoy’ach, DS-ach i 3DS-ach. Sprawdzi się zapewne też przy Switchu.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Koopa pisze:

    Moim zdaniem tylko nowy SoC wchodzi w grę. Kręcenie (a w zasadzie odkręcenie) Tegry X1 do jej nominalnych wartości nie wniesie wiele do tematu i to niezależnie od tego czy mowa o wersji bazowej układu czy Mariko które de facto jest tym samym układem ale wykonanym w niższej litografii. O ile zmiana taktowania zegarów w trybie handhelda dała by konsoli kopa o tyle w docku różnicy wielkiej nie bedzie no bo nie oszukujmy się, te plus/minus 20% wydajności przejdzie praktycznie niezauważone. W trybie przenośnym z kolei też nie ma z czym szaleć bo każde podbicie zegarów to większy pobór mocy a wiec i krótszy czas pracy na baterii. Dlatego wg mnie jedynym rozwiązaniem które da jakieś namacalne efekty jest zmiana SoC, co zresztą zdają sie potwierdzać ostatnie przecieki. Pytanie tylko na co, bo wbrew pozorom Nintendo nie ma tu specjalnie w czym wybierać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *