Gry Roku 2020

W minionym roku przygotowaliśmy dla was ponad 160 recek.

Z oczywistych powodów rok ten nie był tak urodzajny, jak byśmy chcieli, więc spory procent tej liczby zajmowały nasze zaległości. Niemniej, patrząc wstecz, 2020 pod względem gier dostarczył. Dlatego zebraliśmy dla Was nasze osobiste rankingi ulubionych pięciu tytułów, które pojawiły się na Switchu w 2020 roku.


Top 5 Krowena:

W tym roku zagrałem w 74 gry, większość jednak to gierki nieco starsze. W mojej głowie 2020 rok dla Switcha był wyjątkowo biedny – i w porównaniu z 2019 faktycznie taki jest – ale po przejrzeniu listy wydanych gier stwierdzam, że nie jest tak źle. Oczywiście, jak to ja, większości pozycji wartych uwagi jeszcze nie ograłem, ponieważ nadal targam bagaż tytułów z poprzednich lat. Granie na sześciu platformach (kupiłem nowego Xboxa) jednocześnie jest nierealne. Poniższa lista jest więc strasznie subiektywna, zawiera nawet dwa remastery, ale to przy nich bawiłem się na Switchu najlepiej w 2020 roku. Kupka wstydu to gry, które potencjalnie trafiają w moje gusta, ale w nie jeszcze nie grałem, więc nie jestem w stanie ich ocenić.


5. Streets of Rage 4

Malkontenci ponarzekają, że krótka, ja powiem, że ma niesamowite replayability. No i obijanie mord w coopie dawno nie wyglądało tak dobrze. Boli trochę brak bloku, ale system unikania ciosów specialami, by potem odzyskać zdrowie, kopiąc tyłki, rekompensuje to z nawiązką.


4. Double Dragon & Kunio-kun: Retro Brawler Bundle

Chrzanić Double Dragon. Chrzanić większość gier w tej składance. Sama piłka i hokej z Kunio-kunem to w mojej okolicy gry kultowe – kartridże na Pegazusa krążyły po całej okolicy, gdy jednak w końcu je dorwałem – nie oddałem nikomu. A oferowano nawet 15 innych gier w zamian za „Goal 3„!


3. Borderlands Legendary Collection

Oj Borderlands – seria, która przekonała mnie do strzelania na padzie. Niech moją miłość do tej serii wyrazi fakt, że Borderlands 2 mam na pięciu różnych platformach (Switch, PC, PS3, PS4, Vita – tylko Xbox biedny stoi bez Handsome Collection na dysku… jeszcze…). Wizualia poprawione względem poprzedniej generacji, ogromny skok jakości w porównaniu z Vitą. Pełen zestaw dodatków, jedynka mocno usprawniona, tylko ten kod na dwójkę i Pre-Sequel w wydaniu pudełkowym boli…


2. Hyrule Warriors: Age of Calamity

Dla Breath of the Wild kupiłem Switcha. Warto było. Age of Calamity to hołd dla mojego top 1 w historii gier wideo, Hyrule Warriors musiało się tutaj znaleźć. Niezła fabuła, masa contentu, różnorodni bohaterowie o różnych stylach walki, przywiązanie do detali i dziesiątki zabawy. Bezmózgiej? Może, ale taka czasem też się przydaje.


1. Risk of Rain 2

Drugie Ryzyko Deszczu jest tak genialnie zaprojektowanym tytułem, że aż boję się, co też twórcy mogą przygotować w przyszłości. Tutaj wszystko po prostu gra – czytelna grafika, rosnące tempo akcji, różnorodność bohaterów czy buildów, sekrety, muzyka… Niesamowite, ezoteryczne doświadczenie, które możemy chłonąć w swoim stylu, bawiąc się przez setki godzin.


Kupka wstydu z 2020 roku: Xenoblade Chronicles Definitive Edition, Hades, Paper Mario: The Origami King, Crosscode, Ori and the Will of The Wisp, Ys Origin, Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści, Trials of Mana


Top 5 Quithe:

Mam wrażenie, że pod moje gusta ten rok był zauważalnie słabszy od 2019 r. zwłaszcza pod względem większych tytułów. I mam też wrażenie, że połowa ruszonych przeze mnie na Switchu pozycji była wydana co najmniej dwa lata wcześniej… Może to i lepiej, bo po przejrzeniu listy zrecenzowanych przeze mnie w 2020 roku gier udało mi się ekspresowo wybrać najciekawszą piątkę. Gorzej było z przypisaniem im kolejności, bo prezentują równy, bardzo dobry poziom, mimo że każda jest z innej parafii. Spokojnie mogę jednak stwierdzić, że w roku pandemicznym nie trafiłem na żaden hit.


5. Carrion

Gra polskiego Phobia Game Studio pozwala nam wcielić się w nieziemską istotę, której jedynym celem jest nieustanny rozrost. Mimo pikselowatej oprawy twórcom udało się stworzyć ciekawy klimat odwróconego horroru, który potęguje bardzo dobra muzyka. Uwagę zwraca też mechanika sterowania potworem, która nieustannie cieszy swoją płynnością. Równie przyjemna jest rzeź, którą robimy. Mniej przyjemne jest gubienie się w labiryncie korytarzy i kombinowanie, jak otworzyć kolejne drzwi, ale z drugiej strony wpasowuje się to w klimat gry.


4. Kunai

Szybkie siekanie i strzelanie we wrogów podane w 2D jest ponadczasowe. TurtleBlaze dodało jeszcze do tego metroidvanię oraz świetną, całkiem prostą oprawę AV. Ale zrobili jeszcze dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, głównym bohaterem jest przesympatyczny tablet ninja! Po drugie, jak na ninja przystało, ma rzutki z linami, na których można się bujać i jest przy tym świetna zabawa.


3. Helheim Hassle

Druga gra studia Perfectly Paranormal ponownie rozwala szaloną opowieścią ze śmiercią jako motyw przewodni. Postrzelone postaci, pokręcony humor, odpowiednia pokraczna kreska i zaskakująco dobry jak na indyka dubbing sprawiają, że z zaciekawieniem śledzi się tę historię do końca. Gameplay to z kolei gra logiczno-zręcznościowa, która ma odpowiednią trudność, dzięki czemu problemy nie męczą. Zresztą, jak można się zmęczyć ciągłym rzucaniem częściami ciała i łączeniem ich w dziwne kombinacje?


2. Aokana: Four Rhythms Across the Blue

Ta visual novel łączy wszystko, co zasadniczo mnie nie interesuje w takich pozycjach, czyli sport, liceum i romansowanie. Została jednak tak napisana i poprowadzenia, że z przyjemnością śledziłem rozwój młodocianej drużyny parającej się dyscypliną o nazwie Flying Circus, która bazuje na lataniu dzięki specjalnym butom.


1. Indivisible

To jedyna gra, na której wydanie czekałem. Głównym powodem była kreska głównej artyski w tym projekcie, ale miałem też dobre przeczucia względem gameplayu. Jakieś niedoróbki się w nim znajdują, ale zarówno elementy platformowa, jak i turowa walka dają frajdę. Metroidvaniowy świat zachęca do zwiedzania, a fabuła, choć konkretniej galeria postaci, dodatkowo trzymają przy grze. To miłe, gdy wyczekiwana pozycja nie zawodzi oczekiwań i pozwala przyjemnie spędzić czas.


Top 5 Maniaka:

Kalendarz wydawniczy Nintendo praktycznie przez cały rok pozostawał jedną wielką tajemnicą. Brak pełnoprawnego dużego Directa, największe hity zapowiadane na parę tygodni przez premierą, bardzo ograniczona interakcja z fanami. A mimo to Switch pozostał kurą znoszącą wypełnione jenami złote jajka. Jako fana mnie to cieszy, nawet jeśli Japończycy często podejmują decyzje bezsensowne z perspektywy zachodniego konsumenta.

W 2021 Switch będzie mniej więcej w połowie swojego życia i ten okres dla każdego sprzętu jest zawsze najbardziej obfity. 2020 traktuję więc jako ciszę przed burzą, a mimo to i tak znalazłem w nim masę świetnych gier dla siebie, z których wybrać musiałem tylko pięć.


5. Xenoblade Chronicles Definitive Edition

Układając swoją listę, starałem się skupić tylko na tegorocznych premierach całkowicie nowych gier oraz pominąć wszelkiego rodzaju remastery i porty produkcji dostępnych na innych platformach od wielu lat. Dla przygód Shulka musiałem jednak zrobić wyjątek. Po części dlatego, że to wciąż prawdopodobnie moje ulubione jRPG. A poza tym to naprawdę dopracowany re-release wprowadzający masę usprawnień, znacząco upiększający już wcześniej imponujący świat gry. No i dodano zupełnie nowy epilog. To najlepsza gra wydana w tym roku na Switcha, ale otrzymuje minusowe punkty za niebycie całkowicie nowym tytułem. Dlatego „tylko” piąte miejsce.


4. Ori and the Will of the Wisps

Nie wierzyłem, że druga część Oriego wyjdzie na Switcha, a już szczególnie w to, że stanie się to zaledwie kilka miesięcy po premierze na Xboxie i PC. Niemal stuprocentowe zachowanie oprawy graficznej oraz klimatu i to wciąż przy stałych sześćdziesięciu klatkach na sekundę? Mały optymalizacyjny cud. I na szczęście samo Will of the Wisps – szybkie, wynagradzające eksplorację i pełne zapadających w pamięci momentów – jest warte ingerencji sił wyższych w kod.


3. The Legend of Heroes: Trails of the Cold Steel III

Tutaj również się chwilę zastanawiałem. Trzecia część Erebonia Arc też nie jest grą zupełnie nową. Na zachodzie posiadacze PS4 mogli zagrać w Trails of Cold Steel III już w 2019, a w Japonii produkcja miała premierę w 2017. Niemniej praktycznie całe lato i część jesieni spędziłem na ogrywaniu wszystkich trzech dostępnych części Trails of Cold Steel, przed co gry Falcomu stały się dla mnie bardzo ważną częścią tego roku. Trójka przez swój poprawiony system walki i silną obsadę nowych oraz starych bohaterów zdecydowanie stała się moim ulubieńcem. I nie mogę się doczekać premiery Trails of Cold Steel IV, w które zagrać będę mógł już za kilka miesięcy.


2. Animal Crossing: New Horizons

Przesunięcie premiery gry rzadko kiedy jest czymś dobrym z biznesowego punktu widzenia. Zaproszenia na bezludną wyspę wysłane do graczy przez Toma Nooka nie mogły jednak trafić do swoich adresatów w lepszym momencie. Animal Crossing: New Horizons idealnie wstrzeliło się w sam początek całego tego rozpierdolu, który byliśmy znoszeni obserwować przez cały 2020. I kiedy na początku pandemii razem ze znajomymi byłem zmuszony to wegetacji w moich czterech ściankach, Animal Crossing okazało się być idealnym narzędziem do odwrócenia mojej uwagi od otaczających z każdej strony problemów. I choć zdecydowanie najwięcej czasu przy grze spędziłem w pierwszych paru tygodniach od jej premiery, wracałem do moich wymarzonych wakacji na bezludnej wyspie przez resztę roku. I robię to nadal.


1. Hades

Nagłe przejście niemal całej branży na pracę zdalną miało swoje konsekwencje. Pandemia pokrzyżowała plany wydawnicze dużych dystrybutorów i szczególnie mocno było to czuć na Switchu. Na szczęście zmiana ta nie wpłynęła aż tak mocno na proces tworzenia gier niezależnych, tworzonych przez mniejsze i łatwiejsze do zarządzania zespoły. Indyki okazały się być w tym roku zbawieniem dla konsoli Nintendo, a Hades po prostu pozamiatał konkurencją. Piekielnie trudny i uzależniający, wynagradzający eksperymentowanie i podejmowanie ryzyka. I jeśli tego byłoby mało, Supergiant Games udało się dokonać czegoś niezwykle trudnego – opowiedzieć ciekawą i ambitną historię przy pomocy roguelike’a. Wiedzieliście, że skrypt Hadesa liczy więcej słów niż „Iliada” i „Odyseja” Homera razem wzięte?


Tak właśnie prezentuje się lista naszych ulubionych tytułów minionego roku. Warto przy tym wspomnieć, że i tak nie udało nam się ograć wszystkiego. Żaden z nas nie miał jeszcze okazji zagrać na przykład w świetnie ocenianego Spiritfarer, sprawdzić zestawu 51 minigier w Clubhouse Games, zwiedzić mitologicznych stepów Immortals Fenyx Rising lub przetestować ambitnego portu Doom Eternal. Na to jeszcze jednak przyjdzie czas. Nie pozostaje nam więc nic innego jak zakasać rękawy, odkurzyć klawiatury i z nadzieją patrzeć na kalendarz premier w 2021. Życzymy Wam (i sobie), żeby ten rok był dużo łagodniejszy!

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Szponix pisze:

    „Niemniej, patrząc wstecz, 2020 pod względem gier dostarczył.” – nie brakuje czegoś w tym zdaniu? 🙂

    Na vitkę już nic nie wychodzi? :'(

    • Quithe pisze:

      Nie brakuje 🙂 A co do Vity, to coś tam wychodzi. Ale lepsze KotStation ograła, ale stwierdziła, że za mało nowości przerobiła, żeby brać udział w robieniu topki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *